Film dokumentalny przedstawiający proces powstawania walonek na Podlasiu.

„Białe, czarne i w kolorze”
Scenariusz i reżyseria: Agnieszka Jackowiak
Zdjęcia: Wojciech Olejniczak
Zdjęcia (M. Dmitruk): Jakub Pietrzak
Montaż: Mateusz Młochowski
Muzyka: zespół Żemerwa, Lautari, Doroteusz Fionik
W filmie udział wzięli: Mikołaj Jakończuk, Teodor Ostaszewski, Anastazja Stepaniuk, Antonina Stepaniuk, Maria Stepaniuk, Lidia Demianiuk, Doroteusz Fionik, Małgorzata Dmitruk, Agnieszka Jackowiak.
Film zrealizowany został dzięki uprzejmości: Doroteusza Fionika i Muzeum Małej Ojczyzny w Studziwodach, Małgorzaty Dmitruk, Mikołaja Jakończuka, Teodora Ostaszewskiego, Anastazji Stepaniuk, Antoniny Stepaniuk, Marii Stepaniuk, Lidii Demianiuk, Walentyny Owerczuk, Aleksandra Ostaszewskiego, zespołu Żemerwa i gościnności rodziny Państwa Fioników.
© Agnieszka Jackowiak
2008
FILM ZREALIZOWANY ZOSTAŁ W RAMACH PROJEKTU AGNIESZKI JACKOWIAK „NOWA STRONA TRADYCYJNEGO FILCU”.
filc.art.pl
agnieszkajackowiak.pl
ZREALIZOWANO PRZY POMOCY FINANSOWEJ FUNDUSZU PROMOCJI TWÓRCZOŚCI
Czas trwania: 32: 20

Więcej informacji o walonkach i ośrodku walonkarskim w Studziwodach przedstawia tekst Pana Doroteusza Fionika:

Studziwodzki ośrodek walankarstwa

Kilkadziesiąt lat temu jednym z najbardziej chodliwych towarów w przededniu zimy były walanki, ciepłe obuwie z bitego filcu. Zrobić je dobrze potrafił nie każdy, chociaż w wielu wsiach podlaskich, szczególnie białoruskich, była jedna lub kilka osób, która tym rzemiosłem się parała. W okresie międzywojennym wyrób walanek kwitł jednak głównie w miastach i miasteczkach. Zajmowali się tym rzemiosłem przede wszystkim Żydzi, wcześniej tradycyjnie zajmujący się szewstwem. W Bielsku Podlaskim prosperowało wówczas co najmniej pięć walarni (zakładów wojłoków): Jochelczyka (powstał w 1907 r.), Jochelczyka-Mejera, Szlejmy, G. Bidera i Krasnogrudy. Zatrudnienie w nich znajdowało ponad 60 mieszkańców Bielska i okolicznych wsi, w tym również kilkanaście osób ze Studziwód. Dla młodych ludzi był to dobry sposób na dorobienie paru groszy, bo gospodarstwa we wsi były raczej ubogie, w latach dwudziestych odbudowujące się po powrotach z bieżeństwa. W niedługim czasie w walarniach zaczęły pracować całe studziwodzkie rodziny: brat przyciągał siostrę, żona męża, sąsiad sąsiada. Rzemiosłem rodzinnym walankarstwo pozostało przez następne dziesięciolecia. Trudnili się nim Ostaszewscy, Kondraciukowie, Panasiukowie, Kirylukowie, Stepaniukowie i inni.

W latach trzydziestych zakład walankarski powstał w samych Studziwodach. Wybudował go na Horodach Jakub Ostaszewski. Młody, ambitny człowiek wprowadził innowacje, które wydatnie wspomagały pracę. Zakład nie istniał jednak długo. Pewnej nocy zimowej został podpalony i doszczętnie spłonął. Chodziły pogłoski, że było to dzieło konkurencji. Potem Jaszka otworzył zakład w Brańsku, ale i stąd był zmuszony wyjechać. Ostatecznie osiadł w Ciechanowcu, gdzie na ulicy Kozarskiej z powodzeniem prowadził zakład walankarski i sklep.

W okresie okupacji niemieckiej, po likwidacji w Bielsku zakładów wojłoków należących do Żydów, okupanci otworzyli zakład o nazwie „Grünstok”, produkujący na potrzeby frontu. Zatrudnionych było tam ok. 60 osób, w tym mieszkańcy Studziwód. Po wyzwoleniu większość studziwodzkich rzemieślników zaczęło wytwarzać walanki we własnych domach. Ich wyrób na sprzedaż, bez posiadania karty rejestracyjnej, wiązał się jednak z konsekwencjami karnymi. Zakazany był nie tylko wyrób, ale nawet posiadanie większej ilości gręplowanej wełny czy samych walanek. Posypały się rewizje, donosy, wysokie grzywny. Chałupnicy starali się pracować w nocy. Jedynie trzy osoby zdecydowały się na rejestrację zakładów: Teodor Ostaszewski, Walentyna Owerczuk i Mikołaj Demianiuk; pozostali obawiali się wysokich opłat.

Studziwodzcy walankarze pracowali nie tylko na miejscu – jako dobrzy fachowcy cieszyli się wzięciem u właścicieli zakładów w całej wschodniej Polsce. W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych jeździli na kontrakty do Węgrowa, Sokołowa Podlaskiego, Chełma, Hrubieszowa, Zamościa i Tarnowa. Ciężka praca, po kilkanaście godzin dziennie, była jednakże dobrze płatna. Zarobione pieniądze lokowano w budowę nowych domów, poszerzenie gospodarstw, wykształcenie dzieci.

Dobre lata studziwodzkiego walankarstwa skończyły się w końcu lat osiemdziesiątych, wraz z ustąpieniem kryzysu na obuwie. Obecnie wyrobem walanek praktycznie nikt się nie zajmuje. Nie możemy jednak zapominać o tym, że rzemiosło to praktykowało ponad 40 osób. Studziwody były więc prawdziwym ośrodkiem walankarstwa. Może warto go odrodzić?